Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
cichy_221

Nie umiem w życiu nic robić, nawet zatytułować poprawie tego tematu

Recommended Posts

Witam,

 

Na wstępie chciałbym zaznaczyć że planuję wyprawę do psychologa psychiatry, jest to dla mnie niezwykle ciężka decyzja ponieważ wstydzę się tego i uznaję to za osobistą porażkę - tak sam fakt że tam muszę się udać.

 

W moim życiu borykam się z kilkoma problemami które mają bardzo podobny rdzeń, począwszy od tego że nie mam przyjaciół.

I tym bardziej po raz pierwszy w życiu zadaje sobie to pytanie bo przecież byłem zawsze w centrum uwagi w towarzystwie. Byłem zabawny, wesoły zawsze uśmiechnięty, "wieczny marzyciel". Przez 6 lat byłem w toksycznym związku, dopiero po jego zakończeniu dowiedziałem się jak zły miał on wpływ na moich ówczesnych znajomych... w prawdzie każdy się ode mnie odwracał powoli, a i nawet co najzabawniejsze po rozstaniu, kiedy to każdy nienawidził mojej dziewczyny to mimo wszystko wolał z nią spędzać czas i zostać "przy jej boku". Zawsze kiedy trzeba było komuś pomóc albo spędzić czas to jej nie pasował nikt i to właśnie ona krytykowała i obrażała każdego, z którym notabene potem spędzała i tak każdą chwilę. Tym etapem się co prawda nie przejmuje, to była banda dwulicowych ludzi, a ten incydent tak naprawde pokazał mi kim są i po bardzo ciężkich przeżyciach i samotnych wieczorach płacząc w poduszkę to pokazało mi jak bardzo byłem uwięziony między nimi, ale sądze że mimo wszystko ma jednak minimalne znaczenie na powagę całej sytuacji.

 

Później zdecydowałem się na epizod wyjazdu za granicę, chciałem "podbić świat" pokazać jakim to nie jestem naprawdę. Mimo że częściowo pozytywnie wspominam ten czas, bo troszkę świata zwiedziłem to jednak zobaczyłem że tak naprawdę nie jestem wyjątkowy i wspaniały i "wow" jaki to chciałem udowodnić. Po tym epizodzie postanowiłem wrócić do Polski, w międzyczasie poznałem dziewczynę z którą jestem do dziś, ona tak naprawdę sprawiła że zacząłem chociaż częściowo wierzyć w siebie i pracować nad sobą. Jednak mimo szczęśliwych chwil z nią to brakowało mi strasznie przyjaciół. Formalnie mam jednego, takiego z którym spędzałem niegdyś każdą chwilę, ale jednak podczas mojej nieobecności bardzo się zmienił... swoje nawyki i dodatkowe towarzystwo, w którym ja wybitnie się nie odnajduję ani nie pasuje. Zaprasza mnie często, ale niestety czuję się tam nieswojo i wprowadzam atmosferę "nadętego" dlatego też po prostu unikam jego towarzystwa. Zaczęło mnie dołowac kiedy widziałem że co tydzien (a nawet dwa razy w tygodniu) wychodzi na imprezę, głównie z nimi a ja spędzam weekend samotnie. Mimo iż sam nie jestem jakichś wielkim fanem imprez to widząc to budziło to we mnie zazdrość i negatywne emocje. Nie umiałem znaleźć "swojej ekipy" by móc z nią spędzać czas.

 

Znalazłszy pracę chciałem podjąć się właśnie naprawy tego czego mi brakowało - poznania ludzi. I to była moja kolejna trzykrotnie bardziej bolesna porażka ponieważ pomimo wielu prób stałem się samotnikiem w biurze. Przez nią wielokrotnie płakałem nocami zadając sobie pytanie, "dlaczego?" "co ja takiego robię?" nikt nie chciał się ze mną zadawać, nikogo nie podzielał moich zainteresowań ani tematów. Od tamtej pory jeszcze bardziej się zamknąłem na ludzi - nie ufam im.  A przecież jestem pełen pasji, uprawiam różne sporty, drużynę której mocno kibicuję, ale mimo to nie jestem w stanie się z nikim "złapać".

Dołuje mnie to że inni mają łatwość w znajdowaniu przyjaciół, kiedy ja staję się coraz bardziej osamotniony, podobnie jest z pracą... długo szukałem pracy kiedy to moi znajomi awansowali i awansowali, zarabiali więcej i więcej, chodzili do restauracji, klubów jeździli za granicę, kiedy mnie czasami nie było stać nawet na hot doga w podrzędnej budzie (to też było czynnikiem tego że nie pasowałem do znajomych mojego przyjaciela) pogodziłem się z tym że jego przyjaciele mają mu więcej do zaoferowania i ja pozostanę już tylko tym "od meczów" no i ograniczę się jedynie do sporadycznego obejrzenia transmisji w tv.

 

Doszedłem do takiego smutnego etapu w życiu że gdy ktoś mówi nawet do licznej grupy osób jakąś zniewagę to wiem że kieruje to do mnie. Odbieram wszystko negatywnie, każdą radę traktuję jako atak na własną osobę i nie jestem w stanie tego interpretować pozytywnie.  Nie umiem odnaleźć w sobie choćby JEDNEJ wartości, którą mógłbym się wyróżniać. We wszystkim w życiu byłem i jestem maksymalnie "średni" nigdy nie byłem w niczym najlepszy ani choćby dobry. Ślizgam się przez życie mając nadzieję że jutro będzie lepiej.

 

Piszę to właśnie ponieważ ma to mocny wpływ na mój związek, jak się domyślacie to mój związek balansuje na granicy upadku ponieważ od dłuższego czasu nie radzę sobie z własnymi emocjami i mojej dziewczynie zaczyna brakować powoli  cierpliwości, bo nie dość że była moim prywatnym psychologiem przez te wszystkie lata to teraz się na nas odbija. Chcę nad sobą pracować, ale boję się że zostanę sam i nie wiem co wtedy zrobię.... :( Sam nie wiem czemu to piszę, może szukam akceptacji? może nie jestem sam...  to chyba jedyne miejsce (zaraz po wizycie u psychologa) gdzie powinno się tego typu tematy zamieszczać. A znajomi, którzy JESZCZE minimalnie ze mną wytrzymują wiem że nie mają zamiaru słuchać mojego jazgotu....

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Trochę nie wiem jak się do tego odnieść, często zerkam tutaj czyhając na jakiekolwiek odpowiedzi. I mimo iż biłem się wielokrotnie z myślami czy ten jedyny post jaki jest odpowiedzią to czysta reklama, tudzież sposób wyśmiania mnie? No ciężko na mój problem abym odebrał "ee gościu pierdolisz tam, zapal se trawkie"

Odbieram to że zostałem zignorowany i przykro mi z tym.

Proszę zatem administrację o usunięcie tego tematu

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 Wybacz za lapidarność poprzedniego komentarza.  Nie lubię 'wchodzić w głowy' publicznie.

Wiedz, że brak odezwu w tym poście wychodzi głównie stąd, że to co piszesz jest bardzo osobiste, i większości osób, które to czyta, trudno jest skonfrontować się z Twoim ciężarem emocjonalnym, i dać sensowną radę dla Twojego punktu widzenia.

Linki, które Ci podałem, odnoszą się do terapeutycznych zdolności psylobyciny - substancji, która w swej naturze ma właściwości introspekcyjne (powoduje tzw. śmierć ego, więc daje Ci możliwości wglądu w siebie i zrozumienia swoich podświadomych motywacji), oraz leczniczych, ponieważ wycisza obszary mózgu odpowiedzialne za wytwarzanie negatywnych myśli, i pomaga mózgowi w wytwarzaniu serotoniny - czyli hormonu szczęścia. Nie postrzegaj tego jako ćpania, czy innej formy eskapizmu! Psylocybina nie jest ucieczką od problemu, tylko możliwością dla Twojego mózgu, by znaleźć jego rozwiązanie.
 

Żeby nie obnażać się na forum, i przenieść tą rozmowę per 'face to face', napisz po prostu do mnie na e-mail: korni66shawn9@o2.pl
Chętnie rozwinę z Tobą temat.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie ma się czego wstydzić , to nie jest porażka a chęć szukania pomocy. Jeśli poczucie wstydu u Ciebie jest tak wielkie można skontaktować się z psychoterapeutą przez Internet . Osobiście polecam Pana Mateusza Dobosza który przyjmuje właśnie w takiej poradni online. 3mam za Ciebie kciuki :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×