Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
karolina.b

prawie 8 lat i co? no właśnie. I co?

Recommended Posts

Witajcie!

To mój pierwszy post na forum, uciekam się już do takiej desperacji by odnaleźć pomoc i kogoś, kto pomoże mi zrozumieć mój świat. Nie trafiłam jeszcze z tym do psychologa, do którego miałabym ochotę pójść więcej niż 2 razy, przyjaciółki mają zawsze jedną złotą radę, a ja nie mam takiej mocy i dojrzałości jeszcze, by odejść. A może właśnie w tym potrzebuję pomocy? A może wystarczy mi, że opiszę problem i sama będę miała w niego lepszy wgląd? Zobaczymy... zatem...

Jesteśmy parą od 2007 roku, od kwietnia.

Początki, jak to początki w tak młodym wieku, było wspaniale. Ja miałam 18 lat, on 19, przed nami roztaczała się wizja nowego życia, wyjazdu do innego miasta, nowych znajomości i być może dalszego wspólnego życia...

Związek zawsze był dość burzliwy, spieraliśmy się o błahe sprawy ale zawsze umieliśmy się pogodzić. I w tej zgodzie było nam cudownie. Długie rozmowy, mnóstwo spędzanego razem czasu, wielka miłość. Przez kilka lat. Teraz nie umiem już nawet powiedzieć kiedy się popsuło, są wzloty i upadki. Ale ostatnie 2 lata to raczej pasmo coraz większych upadków, przeplatanych malutkimi wzlotami, które ja trzymam na swoich barkach. Nie radzę sobie z samotnością w tym związku... Od 3 lat w sumie mieszkamy razem, od półtora roku mamy pieska, od kilku dni również jeża (na którego swoją drogą się nie zgodziłam, ale on zdecydował za nas...). Przez te dwa lata, które przybliżają mnie coraz bardziej na skraj wytrzymania psychicznego i myśli samobójczych zdarzyło się wiele złych rzeczy. Cała masa kłamstw, cała masa kłótni, mnóstwo niewyjaśnionych historii. Tylko, że ja zawsze wybaczam. Wybaczam szukanie wrażeń w sieci na stronach randkowych, wybaczam erotyczne czaty, wybaczam skrywany drugi telefon i długie rozmowy z kimś tuż po zaręczynach. Wybaczam liczne obelgi, krzyki, wrzaski, popchnięcia, brak seksu, brak poświęcanego czasu, brak rozmów, wiecznie tylko komputer, wykasowana historia i strzeżony jak największy skarb telefon. I wybaczam nie spełnione obietnice "nigdy więcej". Tylko coraz mniej wierzę w "kocham cię" i coraz mniej rozumiem. Wybaczam i staram się nie pamiętać "to nic nie znaczyło, to tylko jeb***** pierścionek!". Zawalił mi się świat, bo kocham a nie czuję bym była kochana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Cześć.

Kiedy to czytam, to mam wrażenie, że próbujesz zebrać w sobie siłę na odejście; trochę tak, jakby decyzja została już podjęta, tylko coś trzymało Cię jeszcze w miejscu.

Czy zgodziłabyś się ze stwierdzeniem, że można od kogoś odejść nadal go kochając?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

masz rację, ale zbyt wiele mnie trzyma.

najzabawniejsze jest to, że czasem kiedy wracam do domu, jadąc metrem marzę, że mnie przytuli... później zastaję w domu to co zastaję i oprócz złości i nienawiści nie czuję nic. Nie czuję już nawet smutku w tych momentach. Czuję tylko wściekłość i niemoc. Złość, że zabrał mi... mnie. A nie umiem odejść. Bo mieszkanie, bo praca, bo słabo, bo tyle lat razem, bo może się uda, w końcu parę razy się udało... ale po co?! Przecież wiem, że po nic. Wiem, że tylko po to by bardziej bolało. Bo znów zaufam (?!) bo znów uwierzę w miłość, bliskość i znów będę płakać. Co tym razem? Pornosy? już nie robią na mnie wrażenia. Anonse towarzyskie? Było, nuda. Flirtowanie na czatach, gg itp? Ehhh bo to raz... Może teraz posunie się dalej? Tylko czy wtedy nie pęknie mi serce?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

zastanawiam się czasem.

ze strachu przed samotnością ?

z powodu niskiej samooceny ?

Z powodu braku życiowej zaradności?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie ma czegos takiego jak brak zyciowej zaradnosci. Postaraj sie znalezc zrodlo twojego strachu przed samotnoscia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Czuję tylko wściekłość i niemoc. Złość, że zabrał mi... mnie. A nie umiem odejść.

To wszystko, co czujesz - wściekłość, złość, bezradność - w takiej sytuacji jest na pewno czymś normalnym, zrozumiałym.

Narzucane Ci z zewnątrz (w dobrej wierze) poczucie przymusu, że powinnaś już odejść od swojego partnera nie jest Ci do niczego potrzebne, bo tylko Ty będziesz wiedzieć, kiedy będziesz na to naprawdę gotowa. Wydaje mi się, że najlepsze, co możesz zrobić dla siebie w tym momencie to zatroszczyć się o siebie - nauczyć się dawać sobie to, czego dać Ci nie chce lub nie potrafi Twój partner - troskę, czas, zrozumienie, akceptację.

W ten sposób być może oswoisz trochę lęk przed samotnością, którą prawdopodobnie postrzegasz jako "niekompletność", jako brak czegoś ważnego. Okazując sobie samemu troskę na codzień mamy okazję dostrzec, że sami w sobie jesteśmy kompletni, niczego nam nie brakuje; związek z drugim człowiekiem (tym czy innym) nie będzie wtedy już relacją zależności, ale dojrzałej wymiany dwojga dorosłych, niezależnych ludzi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×