Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

INFP

Użytkownicy
  • Ilość dodanej zawartości

    994
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    67

Reputacja

100 Wzorowa reputacja

5 obserwujących

O INFP

  • Ranga
    Gaduła

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Skąd
    Zza rogu

Ostatnie wizyty

681 wyświetleń profilu
  1. Jest tylko to, co czujesz i myślisz teraz. Reszta to komentarz, historia, czyli również myśli, te powracające, nie pozwalające Ci odpuścić. Z Twojego opisu wynika, że teraz, w tym momencie jest dwoje ludzi, z których jedno nie jest gotowe słuchać, a drugie nie jest gotowe ten fakt zaakceptować. Pozostając tylko z tym, co jest TERAZ masz szansę ogarnąć te trudne myśli i emocje, niezależnie od byłej partnerki. Z kolei dając się ciągle wciągać w rozgrzebywanie tego, co wydarzyło się wcześniej i obstając przy tym, że to wszystko trzeba jej jeszcze wytłumaczyć i wyjaśnić, żeby skłonić do refleksji (na którą wcale może nie mieć ochoty) masz szansę zapętlić się na dłuższy czas... Jeśli chcesz możesz spróbować wziąć to wszystko w nawias. Zamiast patrzeć na zewnątrz, za nią, możesz zajrzeć do środka i zobaczyć to, co się aktualnie wydarza - smutek, żal, pretensje do siebie i do niej, potrzebę tłumaczenia. I to wszystko jest OK. To są normalne, zrozumiałe i znane każdemu uczucia i myśli. Pozwól im być kiedy się pojawiają, ale może nie dawaj się zaraz wciągać w niekończący się dialog i szarpanie z myślami. Pozostań przy tym, co dzieje się z Tobą w tym momencie. Jeżeli oczywiście chcesz i jesteś na to gotowy.
  2. Jeżeli Twoim celem jest tylko wyjaśnienie tego, co czułeś i co teraz czujesz, to chyba jest osiągalne? A jeżeli myślisz o powróceniu do bycia razem, to mam wrażenie, że sam nie chcesz puścić myśli o tym, że może to jednak możliwe. Więc taka konfrontacja może pomóc wyjaśnić Ci na czym naprawdę stoisz.
  3. Zawsze możesz spróbować.
  4. "A czy myślisz, że w wiadomości, którą chciałbym Jej wysłać, mógłbym napisać Jej, że jest niestabilna emocjonalnie?" Jeśli to właśnie chcesz jej powiedzieć, to jasne. Myślę jednak, że mało kto przyjąłby takie stwierdzenie do wiadomości od osoby, z którą zerwał związek.
  5. Tak niestety działa nasz umysł, że w chwili silnego wzburzenia pamięć niekoniecznie rejestruje to, co zarejestrowałaby normalnie. Możesz powrócić do tematu i przekonywać ją, że było inaczej niż ona to pamięta. Gdyby jednak ktoś Ciebie próbował przekonać, że "źle pamiętasz", jak byś na to zareagował? Właśnie dlatego warto się zastanowić: czy jesteś faktycznie w stanie zaakceptować ją taką jaka jest? Jakie są szanse, że nagle zacznie funkcjonować inaczej, że jest na taką poważną zmianę gotowa i przestanie przypisywać Ci rzeczy, do których zupełnie się nie poczuwasz? Jak długo wytrzymasz, zanim dasz się wciągnąć we wzajemne przekonywanie o winie po raz kolejny? Zostawiam Ci to pytanie. Wiem jak trudno jest pogodzić się z poczuciem, że postąpiło się w sposób glupi i nieprzemyślany, raniąc siebie i drugą osobę. Każdy z nas doświadczył tego w życiu i pewnie jeszcze nie raz doświadczy. Jeśli uważasz, że możesz w jakiś sposób to naprawić, to nie ma co się oglądać na opinie kogoś na forum. Nadal wydaje mi się jednak, że próba ustalenia faktów po faktach i wyjaśnienia co kto kiedy spaprał może nie być najlepszą drogą odzyskania związku. Bardziej sprawdza się pozostawanie przy tym, co dzieje się teraz, w tym momencie. Co czujesz? Co czuje ona? Co możecie sobie powiedzieć?
  6. Bezpiecznie chyba przyjąć, że coś takiego jak absolutna "racja" nie istnieje. Ogólnie "racja" to grzązki grunt, każdy ma zwykle swoją, każdy patrzy z innej perspektywy; często nie będą się zgadzać i co wtedy? Dochodzenie własnej racji będzie prowadzić do konfliktów. To nie znaczy, że nie warto rozmawiać. Można bezpiecznie rozmawiać o tym, co się czuje, np.: "czuję się niezrozumiany" zamiast "ty mnie w ogóle nie rozumiesz". Można jasno postawić własne oczekiwania: "chciałbym, żebyś nie wyładowywała na mnie więcej swojej agresji". Kiedy oboje trzymacie się tych bezpiecznych granic to właściwie brak punktu zapalnego - nikt nie jest atakowany, nie trzeba się bronić. Pewne rzeczy może być trudno przyjąć, np. "nie czuję już do Ciebie zaufania". Jeżeli w takim trudnym momencie zamiast słuchać i zadawać przemyślane pytania zaczniemy się szarpać - "jak to?! Znowu mnie o coś oskarżasz?! Nie zasłużyłem sobie na to!"- to już po rozmowie. Negujemy coś, co druga osoba autentycznie czuje. Póbujemy jej udowodnić, że "błędnie" widzi, że nie może tak czuć jak czuje. To budzi z kolei złość i frustrację itd. Jeśli dojdzie do podobnej sytuacji - z tą czy być może inną kobietą - możesz spróbować uważnie obserwować wtedy słowa, myśli i emocje, które się pojawiają. Możesz spróbować przyjąć na chwilę perspektywę drugiej osoby, przyjąć to, co mówi jako prawdę (choćby nie wiem jak niezgodną z Twoją własną prawdą) i spróbować zrozumieć. Wtedy jest szansa na mądrą, wyważoną odpowiedź. Wszystko inne to tylko przeciąganie liny w dwie strony. Czy jest jakaś szansa na związek po 5 miesiącach - nie mam pojęcia. Takie rzeczy zdarzają się podobnie, jak zdarzają się rozstania po 20 latach. Czasem warto dać sobie jednak przerwę, zdrowy czas na nabranie dystansu. Jest wtedy większe prawdopodobieństwo, że nie wpadniemy w stary schemat.
  7. Chodzi mi o to, że gdyby zdecydowała się jednak na rozmowę, to Twoja silna potrzeba wyjaśnienia wszystkiego i omawiania wydarzeń - które każde pamieta trochę inaczej- mogłaby doprowadzić tylko do kolejnego konfliktu i rozstania. To, co pomaga w relacji bardziej niż takie wyjaśnienia to przede wszystkim słuchanie, zawsze jest na to deficyt (bo każdy ma coś do powiedzenia). A kiedy już słuchamy, to często mamy tendencję do przerywania i negowania punktu widzenia drugiej osoby, co znowu prowadzi donikąd. Tylko tyle. Jeżeli uważasz, że jednak zostało coś do dodania z Twojej strony i że nie będziesz potrafił pogodzić się z losem zostawiając to tak, jak jest, to pewnie nie ma innego wyjścia, jak o tym napisać (niezależnie od tego czy ona to przeczyta, czy nie).
  8. Nie chcę ingerować w to, co chcesz jej powiedzieć. Jeżeli czujesz, że warto jej o tym wszystkim napisać - napisz. Myślę, że gdyby doszło do kolejnej rozmowy, w której okazałoby się, że mimo Twoich argumentów nadal nie czujesz się wysłuchany i zrozumiany, i dalej jesteś wszystkiemu winny to chyba warto pamiętać o tym, żeby przełączyć się na słuchanie, takie prawdziwe, bez zaprzeczania uczuciom (np. "jak możesz czuć się przeze mnie nie kochana") i przyjęcie tego, co druga strona ma do powiedzenia. Wtedy dopiero jest szansa, że sami zostaniemy lepiej wysłuchani i zrozumieni.
  9. Myślę, że zakładanie, że nasz związek powinien wyglądać tak czy inaczej może grozić tym, że będziemy próbowali upchać go w jakieś sztywne, z góry przyjęte ramki. Bezpieczniej jest chyba pozostać otwartym, zobaczyć, jak to jest być razem, czego oczekuje druga osoba i czy jesteśmy w stanie to dać; z drugiej strony sprawdzić, czy jest w stanie dawać nam to czego sami potrzebujemy... Nie szedłbym chyba tak daleko, żeby mówić jak "powinien", a jak "nie powinien" wyglądać związek. Co bym napisał... To, że chciałeś podziękować jej za doświadczone chwile wydaje mi się bardzo dobrym pomysłem. Czy prosiłbym ją o kolejną rozmowę... Myślę, że napisałbym, że gdyby chciała ze mną porozmawiać o tym, co sama czuje, to jestem na to otwarty. Co o tym myślisz?
  10. Z własnego podwórka wiem, że oboje nie byliśmy gotowi na małżeństwo, kiedy je zawieraliśmy. Ale to odkrycie przyszło dopierio jakieś 10 lat później. Piszesz: "Od początku zaakceptowałem Ją taką jaka jest. Nie oznacza to, że ślepo zaakceptowałbym Jej ciągłe obwinianie mnie. " To właśnie oznaczałoby zaakceptowanie tego, jaka jest. Z Twojego opisu wynika, że obwinianie to właśnie jej sposób "radzenia" sobie z problemem. "Poza tym mógłbym w sposób delikatny mówić Jej, że to Ona popełniła jakiś błąd." Mógłbyś, ale to dalej wymagałoby jej otwarcia się na własne niedociągnięcia. Jeśli robiłbyś to bardzo, bardzo delikatnie, to mogłaby uznać, że właściwie nie ma problemu. Im bardziej starałbyś się pokazać, że jednak jest, tym bardziej zaczynałaby się bronić (przerzucając winę). Czasem żyjemy fantazją, że ta druga osoba da się "przegadać", da sobie wytłumaczyć sprawę tak, żeby żyła zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Kiedy nie ma dojrzałości i odrzucenia własnej obrony, to z jednej strony są niespełnione oczekiwania, a z drugiej poczucie, że ta druga osoba ciągle chce nas zmieniać i naprawiać (czyli że jednak nas nie akcpetuje). Oczywiście, to tylko opinia. Ekspertem od Waszego związku jesteście tutaj Ty i ona. Co mógłbyś napisać... Co chciałbyś napisać?
  11. Jeśli tak właśnie jest, to może nie do końca jest jeszcze gotowa na dojrzały związek? Może potrzebuje doświadczyć takiego rozstania, może kilku więcej, żeby dojrzeć? I czy w takiej sytuacji Ty byłbyś gotowy zaakceptować ją razem z jej niedostrzeganiem własnych wad i ciągłym przerzucaniem odpowiedzialności na drugą stronę? Czy byłbyś gotów żyć w poczuciu, że postrzega Cię jako winnego wszelkich pojawiających się problemów? Piszesz, że chciałbyś pokazać jej, że ona Ciebie również raniła. Jeśli jednak nie jest gotowa na takie odkrycie, to poczuje się zaatakowana, na Twoje "pretensje" odpowie atakiem i historia ma szanse się powtórzyć. Z drugiej strony nie trzeba chyba przyklejać na tym etykietki "NIGDY". Być może przyjdzie moment, kiedy będzie gotowa spojrzeć inaczej, dojrzalej na to, co się wydarzyło. Być może Ty będziesz miał wtedy więcej zrozumienia dla samego siebie, dla błędów które zdarzają się każdemu z nas, a których planujesz sobie już nigdy nie wybaczać. Życie w poczuciu winy można spróbować zamienić na życie w poczuciu odpowiedzialności. Odpowiedzialność pomaga radzić sobie z tym, co dzieje się teraz, w chwili kryzysu. Wina pomaga tylko podcinać sobie skrzydła i przekonywać o tym, że coś musi być z nami nie tak.
  12. Może nawet zamiast "po kłótniach" warto jest po prostu rozmawiać, bez przechodzenia do kłótni, czyli do ataku we własnej obronie. Ciekawe jest to, że obie osoby w takim momencie czują się w jakiś sposób zagrożone, zaatakowane, zmuszone do agresywnej obrony swoich racji. Kto więc atakuje? Dlaczego oboje czujemy się zagrożeni? Tak, jak pisałeś - często nie znamy właściwie siebie samych. Trudniejsze momenty (jak kłótnia) pokazują nam nasze własne lęki, niewyrażone oczekiwania, głęboko chowane wcześniejsze zranienia. Nie zawsze jesteśmy na to gotowi. Tym bardziej przy kimś, przez kogo chcielibyśmy być postrzegani jako wartościowy partner na całe życie. Jeżeli rozstanie to jej świadomy wybór, to można go jedynie uszanować; pozwolić jej zostać właśnie z takim doświadczeniem, jakie z tego związku wyniosła. Zauważ, że nawet po rozstaniu i tych wszystkich kłótniach dalej mamy tendencję do wyjaśniania, przekonywania, zależy nam na wytłumaczeniu własnej strony, natomiast wysłuchanie tej drugiej osoby znowu jakoś ucieka nam na dalszy plan, bo zakładamy, że i tak już wiemy co teraz czuje, bez potrzeby jej wysłuchania. Czy to właśnie nie ten mechanizm prowadzi do konfliktów i braku zrozumienia? Zdaję sobie sprawę, że pisząc to nie bardzo Ci pomagam poczuć się lepiej... Weź z tego więc tyle, ile uważasz za warte zabrania. W każdym razie wiem, że nie jest Ci łatwo pozostać z tymi trudnymi myślami i poczuciem straty, z którą chyba nie do końca się jeszcze pogodziłeś?
  13. Hej. Przykro mi, że tak bardzo cierpisz po ostatnim rozstaniu. Piszesz dużo o winie, o poczuciu, że coś ważnego "spaprałeś" i mam wrażenie, że szukasz obiektywnego "sędziego", który w sprawiedliwy sposób podzieli "winę" na pół. Zastanawiam się, czy nie warto spróbować popatrzeć na sprawę z trochę innej strony, bez szukania winnych. Wszyscy postępujemy w danym momencie tak, jak pozwala nam nasza własna dojrzałość, kondycja psychiczna i gotowość do zrozumienia siebie i innych. Czasem tego zrozumienia nam brak, czujemy się zagrożeni; bardzo często o wiele chętniej mówimy niż słuchamy. Z drugiej strony wygląda to zupełenie podobnie - kiedy ktoś chce być przede wszystkim wysłuchany nie dając z drugiej strony poczucia, że faktycznie słucha nas i jest w stanie uznać nasze uczucia (np. złość czy żal), konflikt się nakręca, coraz trudniej się porozumieć, coraz bardziej jesteśmy osobno. Wina? Nie ma chyba sensu pisać o winie, raczej warto skupić się na umiejętności wyjścia z tej pętli, na umiejętności rozmawiania ze sobą, której nikt właściwie nas nie uczy. To tego najczęściej nam brak w chwili kryzysu. Myślę, że wszystko to, co opisałeś jest bardzo wartościowym doświadczeniem. Pokazuje, że rozmawiając ze sobą bezpieczniej jest - zamiast pokazywać jego niedociągnięcia - mówić o własnych uczuciach, bez atakowania. Można powiedzieć: "Znowu się wściekasz i na mnie wyżywasz, zawsze to ja jestem winny!", można też uznać czyjeś emocje i powiedzieć o własnych: "Rozumiem, że jest teraz w Tobie dużo złości i żalu. Na pewno masz swoje powody. Widzisz, kiedy ktoś atakuje mnie w ten sposób to sam czuję się niezrozumiany i zaczynam czuć złość." Czy zgodzisz się, że ten drugi komunikat łatwiej przyjąć?
  14. Myślę, że świetnie poradziłaś sobie z zauważeniem tych wszystkich rzeczy. Spięte ciało czy płytki oddech to rzeczy, które w momencie uświadomienia możemy zmienić - np. poruszać ramionami do tyłu, w kółko, rozluźniając plecy, albo oddychając troszkę wolniej i głębiej, czy kładąc dłoń lub głaskając tę część ciała, która wydaje się najbardziej "dotknięta". W ten sposób okazujemy sobie odrobinę życzliwości i uspokajamy umysł. Cierpienie często popycha nas naprzód, pomaga dojrzewać do decyzji. Piszesz o chęci zmiany. Myślę, że to bardzo dobra wiadomość. Nie musisz z niczym się spieszyć, małe kroczki to dobry sposób, żeby te zmiany nas nie "przerosły" w którymś momencie. Lęk przed tym, że entuzjazm przeminie pokazuje, że coraz lepiej znasz siebie - entuzjazm faktycznie raz jest większy, raz mniejszy, przyjdą lepsze i gorsze dni. Myślę, że kluczem tutaj jest robienie tego, co uznajesz za ważne pomimo zmieniających się nastrojów i myśli. Cieszę się, że potrafisz spojrzeć na własne myśli "z boku". To cenna umiejętność. Sam korzystam z niej często, kiedy moje własne myśli próbują mnie przegonić i zalać z każdej strony. Smutek, samotność i stagnację już bardzo dobrze znasz - nie tracisz więc wiele idąc teraz w inną stronę. Jesteś niepowtarzalna i ważna - niezależnie od tego, co mogą mówić inni, albo co podpowiada Ci Twój własny umysł na temat tego, co ludzie mówią. Życzę Ci doświadczenia wielu ważnych i cennych chwil. Zawsze możesz napisać o nich tutaj, jeśli tylko będziesz miała ochotę. Trzymaj się, pozdrawiam ciepło
  15. Kiedy czytam to, co piszesz mam wrażenie, że nie do końca akceptujesz to, jaka jesteś; pisałaś, że czasem nie rozumiesz sama siebie. Jeśli chcesz, możesz spróbować rozwinąć w sobie takie wewnętrzne poznanie i zrozumienie, połączone z życzliwością dla samej siebie. Kiedy zyskujesz taki wgląd w siebie, zyskujesz też przekonanie, że jesteś OK taka, jaka jesteś, łatwiej wtedy odnaleźć się we własnych myślach i wśród ludzi. Kluczem do tego jest świadoma uważność - staramy się wtedy nie oceniać własnych doznań, uczuć czy myśli, ale przyjrezeć im się bliżej. Jest wiele technik, jedną z najbardziej rozpowszechnionych (i coraz bardziej popularnych w nowych terapiach) jest obserwacja własnego oddechu. Siadasz w swobodnej, ale w miarę wyprostowanej pozycji i starasz się skupić uwagę na oddechu - śledzisz każdy wdech i wydech. Zadanie wydaje się łatwe, ale po kilkunastu sekundach prawdopodobnie zauważysz, że Twój umysł powędrował zupełnie gdzie indziej. Pojawiły się też myśli lub emocje. Zauważ je - bez oceniania. Przyjrzyj się dokładnie, jak naukowiec. Popatrz na nie jak na coś, co przychodzi i odchodzi, bez ingerowania w nie. Podobnie z trudnymi emocjami - pozwól im przyjść, ale nie "przyklejaj się" do nich. Jest wielka różnica w stwierdzeniu: "Jestem niekomunikatywnym, znerwicowanym odludkiem" a "Właśnie przyszła mi do głowy myśl, że jestem niekomunikatywnym, znerwicowanym odludkiem. Wywołała niepokój, który odczuwam gdzieś w brzuchu". W ten sposób stworzysz zdrową przestrzeń między sobą a własnymi myślami i emocjami. Zyskasz trochę oddechu. Kiedy "przyłapiesz" się na tym, że Twoja uwaga uciekła siedemnasty czy dwudziesty raz od oddechu, po prostu delikatnie skieruj ją tam jeszcze raz. I jeszcze raz. Jeśli zaczniesz odczuwać nudę albo irytację - po prostu je zauważ, przyjmij do wiadomości - tak działa nasz umysł. I obserwuj dalej. Ćwicząc w ten sposób, na początek np. 5 minut dziennie, potem wydłużając to o kolejne minuty uzyskasz lepszy wgląd w siebie, zdrowy dystans do tego, co wydaje się teraz zalewać Twoją głowę. Jeśli nagle odczuwasz rozpacz, niepokó, lękj czy smutek, możesz podobnie spróbować je uważnie zaobserwować, zobaczyć czy da się zlokalizować je w ciele. Jak w tym momencie reagujesz? Co dzieje się wtedy z Twoim oddechem, z mięśniami pleców, ramion, twarzy? Czy zaciskasz szczękę? Itp. Zaobserwuj tyle ile się da. Nie oceniaj tego, co zobaczysz jako dobre czy złe, mądre czy głupie. Poznaj te trudne emocje bliżej i pozwól im przyjść i odejść kiedy chcą. To naturalna część Twojej psychiki. Takie "puszczenie" emocji, żeby mogły odejść może być na początku trudne, ale zwykle jest tak, że same nie trwają dłużej niż kilkanaście sekund, chyba, że zaczynamy je drążyć i wpadamy w kółko czarnych myśli. Stań wtedy obok, pozwól im przejść.