Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

INFP

Użytkownicy
  • Ilość dodanej zawartości

    1025
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    77

Reputacja

101 Wzorowa reputacja

5 obserwujących

O INFP

  • Ranga
    Gaduła

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Skąd
    Zza rogu

Ostatnie wizyty

891 wyświetleń profilu
  1. Hej. Każdy idzie swoją drogą, Ty zdaje się masz właśnie parę zakrętów za sobą... To, co do tej pory się wydarzyło to świetna okazja, żeby przyjrzeć się własnym oczekiwaniom i przekonaniom, z którymi startujemy w życie. Myślę, że spojrzenie z dystansu i danie sobie czasu to dobry pomysł, z drugiej strony mam jednak wrażenie, że ten brak pośpiechu jednocześnie trochę Cię niepokoi (ze względu na nową znajomą, choć podobno zajętą). Jeśli faktycznie tak jest i jeśli chcesz, możesz spróbować przyjrzeć się własnemu niepokojowi - skąd się bierze? Czy jest to np. lęk przed odrzuceniem, kiedy nagle okaże się, że w jego życiu ktoś właśnie zaistniał, czy jest to może introwertyzm w akcji - dobrze być razem, ale najlepiej na taki lekki dystans, żeby zachować własną przestrzeń (tylko nie za daleko, bo grozi to rozstaniem). Myślę też, że poszukiwanie uniwersalnych prawd (np. że kobieta przeżywa początek, a facet po czasie) to tylko ucieczka od uczuć w bezpieczne intelektualizowanie, z daleka od niefajnych emocji. Czasem warto jednak zostać z nimi na chwilę, nie szukać zgrabnych uogólnień tylko przytulić to, co akurat się w nas pojawia (smutek, żal, zazdrość i inne niechciane maszkary, które przecież są częścią nas). Czasem lepiej rozumiemy nie używając słów. Psycholog pewnie Ci w tym zrozumieniu pomoże. Trzymaj się ciepło.
  2. Cieszę się, że udało Ci się nabrać takiego zdrowego dystansu Wewnętrzny spokój prewnie jeszcze nieraz przerodzi się w chwilową złość czy frustrację, to zupełnie normlana sprawa. Myślę, że warto wtedy wykorzystać umiejętność, którą właśnie w sobie rozwinęłaś - zajrzeć do środka, pobyć z tymi myślami i emocjami i zobaczyć skąd właściwie przychodzą. Pozdrawiam ciepło.
  3. Myślę, że sam fakt, że słucha Ciebie nie zaprzeczając pokazuje, że jest teraz po Twojej stronie. W sumie niewiele może z tym teraz zrobić. Czy może czujesz, że jest inaczej?
  4. Mam wrażenie, że poczułeś się odrzucony i w pewien sposób zraniony... Nie jest łatwo pozostać z takimi uczuciami. Jeżeli jednak traktujesz tę kobietę poważnie, to myślę, że warto popatrzeć na sprawę też z jej perspektywy. Z punktu widzenia kobiety, która już jest w związku (od początku mówiąc o tym otwarcie) i jest matką, "walczenie" o nią, chociaż pewnie pochlebiające, może wydawać się faktycznie trochę niedojrzałe, bo zagrażające jej i dziecka stabilności. Oczywiście, możemy tu tylko zgadywać co naprawdę myśli i czuje Twoja znajoma, warto jednak pamiętać, że to na niej skupi się większość odpowiedzialności za jakiekolwiek decyzje i to ona może czuć się ze sobą bardzo źle, kiedy zostanie oceniona (przez siebie lub innych) jako nielojalna. Być może masz już w głowie wizję wspólnego, szczęśliwego życia, która wydaje się być dla Ciebie wystarczająco przekonująca. Prawdopodobnie Twoja znajoma ma jednak zupełnie inną wizję, albo nie ma jej w ogóle, próbując odnaleźć się teraz w równie niełatwej sytuacji. Myślę, że szanując jej decyzję, bez narzucania własnej, pokazujesz, że faktycznie jest dla Ciebie ważna, że nie chodzi tylko o zdobycie na własność czegoś / kogoś, kogo akurat właśnie pragniesz, ale że widzisz w niej równoprawną osobę, która ma prawo decydować o swojej przyszłości.
  5. Zostałeś wtedy zraniony, niekoniecznie umyślnie... Próbowałeś porozmawiać z nią o tym poczuciu zranienia, którego wtedy doświadczyłeś, a które teraz wraca jako niezałatwiona sprawa?
  6. Świetnie, że potraficie tak ze sobą otwarcie rozmawiać i rozumieć drugą osobę. Kiedy nachodzą Cię te wątpliwości i czujesz, że rodzą niepokój, to możesz spróbować przyjrzeć im się z bliska - jakie myśli im wtedy towarzyszą? Jakie wspomnienia / inne uczucia wywołują?
  7. Myślę, że to, co wydaje się teraz rozczarowaniem i co rodzi wątpliwości możesz potraktować jako ważne odkrycie, Twoje własne, na całe życie. Czasem zdarza się, że przez lata żyjemy wyidealizowanym wyobrażeniem tej drugiej osoby, wciskając ją na siłę w ramki, do których często nie pasuje. Mając świadomość jak taki obraz ma się do rzeczywistej, autentycznej osoby możesz tego już na starcie uniknąć. Z czasem okazuje się, że kiedy okazujemy sobie nawzajem akceptację takimi, jakimi faktycznie jesteśmy, to zaczynamy się czuć się ze sobą bezpiecznie, możemy łatwiej rozwijać się (jako ludzie) i tworzyć silny związek / rodzinę. Autentyczna osoba okazuje się wtedy często jeszcze bardziej interesująca niż nasze wcześniejsze wyobrażenie, więź jest prawdziwa i przez to jeszcze cenniejsza. Co do tych bardziej realnych oczekiwań - jeżeli np. palenie jest dla Ciebie zupełnie nie do zaakceptowania, to myslę, że lepiej powiedzieć o tym wprost i pozwolić drugiej osobie podjąć wtedy decyzję co z tym zrobić dalej. Właśnie brak takiej komunikacji powoduje, że po wielu latach ludzie stają się sobie obcy, nieznajomi, pełni frustracji i rozczarowań.
  8. Czy zgodzisz się, że jest różnica pomiędzy wątpliwościami, czy się uda, a przekonaniem, że i tak w końcu się nie uda? Myślę, że ta niepewność (do pewnego stopnia) jest normalna i zdrowa - w związku dwojga ludzi może wydarzyć się wszystko; nikt nie może dać na nic gwarancji. Każde z parnterów rozwija się i zmienia, zmeiniają się upodobania i potrzeby. W pewnym momencie może okazać się, że obok siebie żyje dwoje zupełnie innych niż na początku ludzi. Nie oznacza to jednak konieczności rozstania. Wydaje mi się, że pozostając otwartym na drugą osobę (a nie zamykając się w swoich wyobrażeniach o tym, jaka jest) i uważnie się nawzajem słuchając każdego dnia możecie dawać sobie szansę na dalszy bliski i silny związek. Często to nasze własne przekonania (o tym jaka ta druga osoba jest albo co się między nami wydarzy) prowadzą właśnie do konfliktów i rozczarowań... Czasem jest to też nasze oczekiwanie - kiedy wchodzimy w związek - że zawsze będzie romantycznie, że zawsze będziemy odczuwać ekscytację i że miłość polega na tym, że się ją 24 godziny na dobę, przez cały rok, silnie odczuwa. Kiedy życie pokazuje że tak nie jest, dochodzimy do pospiesznego wniosku, że to chyba nie była prawdziwa miłość. Dopiero po którymś tam związku zaczynamy patrzeć na to trochę inaczej, zaczynamy doceniać samą obecność drugiej osoby, jej autentyczną bliskość, niekoniecznie odczuwając motylki w brzuchu. Co o tym myślisz?
  9. To wewnętrzne przekonanie, że to "tylko kwestia czasu" i chęć wycofania się - czy łączy się z jakąś konkretną myślą lub zdarzeniem? Czy potrafiłbyś wrócić do momentu, kiedy zaczeło się to pojawiać?
  10. Rozumiem, że jesteś w trudnym dla siebie momencie. Z obserwacji siebie i innych wiem, że próba dokładnego określenia własnej osoby jest często źródłem cierpienia. Z wielu powodów. Bo nikt z nas tak naprawdę nie jest do końca ani dobry, ani zły, ani w 100% homo-, ani heteroseksualny, zupełnie głupi czy mądry itd. Bo jesteśmy ciągłym procesem, zmianą, bardziej niż czymś stałym i niezmiennym. Miotamy się więc gdzieś między oczekiwaniami co do własnej osoby i tym, czego w danym momencie doświadczamy. Mam wrażenie, że ten cichy przymus dokładnego określenia siebie i przyklejenia etykietki (np. jako homo- czy heteroseksualnej osoby) nakłada na Ciebie dodatkowy, może niepotrzebny ciężar. Wydaje mi się też, że to, co naprawdę może Ci przeszkadzać to nie tyle odkrywane przez Ciebie uczucia (jak np. postrzeganie koleżanki jako atrakcyjnej), co związane z tym myśli i krytyczna ocena... Te uczucia po prostu są, przychodzą i odchodzą, natomiast interpretować i oceniać można je na różne sposoby. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz? Piszesz o braku akceptacji. Czasem jesteśmy dla siebie surowi właśnie w taki sposób. Wybieramy ocenę zamiast otwarcia się na własną, autentyczną osobę i jej bliższe poznanie. Gdybyś zdecydowała się na eksperyment - choć na chwilę zamieniła rolę surowego sędziego na rolę uważnego, ciekawego i nieoceniającego obserwatora i spróbowała zamiast oceniać po prostu opisywać to, co w danym momencie czujesz (tak jak to świetnie zrobiłaś w poście powyżej), możesz dać wtedy szansę tej nieakceptowanej i niechcianej osobie poczuć się autentycznie dostrzeżoną, trochę bardziej zrozumianą i może troszkę bardziej akceptowaną. Nie musisz nic na siłę określać czy definiować. Nie musisz dać się w to wciągać i robić sobie krzywdę w ten dosyć powszechny sposób; kiedy pozostajesz otwarta na własne doświadczenia, to jesteś wtedy swoją najlepszą przyjaciółką.
  11. Cześć. Czy Twój lęk wynika bardziej z obawy przed tym, jak zareagowałoby na Twoje wyznanie najbliższe otoczenie, czy bardziej spowodowany jest niemożnością zaakceptowania siebie jako osoby homoseksualnej (bo np. miałaś do tej pory utarte przekonania o sobie i nagle tracisz ważną część własnej tożsamości)?
  12. Hej. Czy potrafisz określić, co czujesz w związku z tym, że Twoi Rodzice się rozwiedli?
  13. Złość, żal czy smutek często traktowane są jak niechciane dzieci... Im bardziej wierzymy w tzw. "pozytywne myślenie" i je od siebie odpychamy, tym bardziej zaczynają nam dokuczać, wracają do nas i chcą naszej uwagi. Gdyby tak dla odmiany popatrzeć na te trudne stany emocjonalne jak na normalną, naturalną część naszej psychiki, to całkiem możliwe, że uwolnilibyśmy się od przekonania, że coś z nami nie tak, że np. jesteśmy głupi i nie potrafimy funkcjonować z ludźmi. Nie chodzi o to, żeby iść w drugą skrajność i dawać im się ponieść - raczej żeby spróbować je zauważyć, ale bez oceniania (że są głupie czy złe) i wewnętrznego ich komentowania. Kiedy jednak emocje są bardzo silne i gwałtowne (jak złość) i po prostu czujemy, że zaczynają nas przerastać, możemy spróbować po prostu je wyrazić. To sztuka, której niestety nie uczą nas ani rodzice ani szkoła, bo przecież "nie wolno się złościć" i "nie wolno się smucić". Jeśli chcesz możesz jednak zaryzykować eksperyment - następnym razem w przypływie złości zamiast zaatakować konkretną osobę powiedz jej otwarcie o tym co czujesz, np. "czuję w tym momencie wielką złość, bo chciałabym, żebyś... / nie lubię kiedy... / itp." W ten sposób Ty wyrzucisz to z siebie, natomiast druga osoba nie poczuje się bezpośrednio zaatakowana (a przynajmniej nie aż tak agresywnie). A nasze przekonania o sobie... Kiedy przychodzi Ci do głowy myśl "jestem głupia" możesz spróbować zauważyć, co się właściwie stało: "właśnie przyszła mi do głowy myśl o tym, że jestem głupia". Bardzo często bierzemy nasze myśli za absolutną prawdę, bezgranicznie im ufamy (choć potrafią być ze sobą sprzeczne). Jeśli jednak potraktujemy je jako naturalne zjawisko - coś, co przychodzi i odchodzi, niosąc ze sobą różne treści - nabieramy więcej zdrowej perspektywy, łatwiej puścić nam taką trudną myśl zanim zamienimy ją w głębokie przekonanie o sobie samym. Piszesz: "Najgorsze jest, że sama przed sobą się przyznaje, że chciałam go uwolnić - od dziewczyny, która wciąż krąży wokoło swoich problemów. " Myślę, że fakt, że próbujesz uporządkować własne problemy przed wejściem w bliższy związek to wartościowa rzecz; a na pewno nie nazwałbym tego "najgorszym".
  14. Jeżeli nie czujesz się gotowa na takie wyzwanie jakim dla osoby nieśmiałej jest bezpośrednia praca z ludźmi, to może zmiana pracy jest dobrą opcją. Z drugiej strony właśnie doświadczając takich trudnych sytuacji na codzień masz świetną okazję oswoić trochę ten lęk, poznać lepiej siebie, dać sobie szansę rozwinąć umejętności społeczne. Kiedy piszesz "Ktoś pomyśli ze zachowuje się jak dziecko ale nie zmienię się z dnia na dzień " to mam wrażenie, że lęk przed oceną jest czymś, czego doświadczasz bardzo intensywnie. Myślę, że ważne jest nie stawiać sobie nie wiadomo jakich oczekiwań, ale zaakceptować własną nieśmiałość jako coś, czego aktualnie doświadczasz, jak naturalną część Ciebie. Co nie znaczy, że nie warto rozwijać się w kierunku otwarcia na ludzi. Jeśli czujesz się na siłach, możesz spróbować wyznaczać sobie kolejne małe kroczki - np. utrzymanie kontaktu wzrokowego z rozmówcą (jeśli akurat masz z tym problem), pozwolenie sobie na zrobienie pomyłki i wysłuchania krytyki bez odnoszenia tego do własnej osoby (bo krytyka dotyczy przecież konkretnego działania, a nie Twojej osoby). Nie znam przypadku, żeby ktoś przychodząc do nowego miejsca pracy nie popełniał pomyłek, czasami kilkunastu dziennie. A współpracownicy... często sami potrzebują czasu, żeby się przyzwyczaić do nowej osoby. Wiem, że w nowym miejscu zwykle silniej odczuwa się ocenę otoczenia, a przynajmniej ma się poczucie bycia obserwowanym. To część normalnego procesu w każdej grupie ludzi. Cokolwiek zadecydujesz myślę, że warto zachować zdrowe, akceptujące spojrzenie na siebie - dajesz od siebie i robisz tyle, na ile jesteś w danym momencie gotowa. Ty wiesz najlepiej ile to jest; jeśli spotka Cię w nowej pracy bezpośrednia krytyka Twojej osoby, to będzie ona mówiła więcej o ludziach, którzy Cię krytykują niż o Tobie (np. o ich braku cierpliwości, wyrozumiałości czy potrzebie poczucia się lepiej przy kimś mniej doświadczonym). To wszystko możesz pozostawić autorom takich komentarzy, to oni prawdopodobnie zmagają się z przemęczeniem, niskim poczuciem wartości czy brakiem empatii.
  15. Jeśli chcesz, możesz spróbować zauważyć błędne kółko, w które w takich chwilach wpadamy - im bardziej jesteśmy poddenerwowani, tym bardziej mamy tendencję do spłycania i przyspieszania oddechu czy zaciskania mięśni, co z kolei podnosi jeszcze poziom stresu i podenerwowania... Żeby się trochę wyciszyć (na początek chociaż fizjologię) możemy spróbować wpłynąć na to, na co możemy, czyli np. na oddech, biorąc trochę głębszy wdech i wydłużając wydech, tak, żeby wypuścić z siebie wolno całe powietrze zanim nastapi kolejny wdech. Co do kontaktu z klientami - możesz spróbować spojrzeć na to z trochę innej perspektywy. Dopóki każdy taki kontakt postrzegasz jako kolejne wyzwanie i próbę sprawdzenia Twoich kompetencji, będzie to niosło ze sobą niepotrzebny stres. Alternatywnie możesz spróbować spojrzeć na tę sytuację z punktu widzenia petenta - z czym przychodzi? czego potrzebuje? Czego ważnego nie wie? Jak to byłoby być w tym momencie tą osobą zwracającą się do Ciebie o pomoc?