Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

INFP

Użytkownicy
  • Ilość dodanej zawartości

    953
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

96 Wzorowa reputacja

5 obserwujących

O INFP

  • Ranga
    Gaduła

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Skąd
    Zza rogu

Ostatnie wizyty

583 wyświetleń profilu
  1. Czy odważyłabyś się zapytać któregoś z nich co myśli o tym, co zobaczył?
  2. Hej. Czego się teraz obawiasz?
  3. Myślę, że takie wyrażanie uczuć bez atakowania drugiej osoby to bardzo dobry pomysł. Każdy z nas wchodzi do związku z jakąś swoją historią, z jakimś uwarunkiem, lękami wyniesionymi z dzieciństwa, czasem poczuciem niedostatku albo niepewności. Piszesz, że te emocje są "nieadekwatne"... Być może wydają się nieadekwatne do racjonalnie ujętej sytuacji, są jednak autentyczne, to właśnie dzieje się w Tobie, tak działa Twoja psychika. Kiedy próbujemy ją na siłę "naprawić", często robimy sobie więcej krzywdy niż pożytku; z drugiej strony kiedy mamy odwagę i ciekawość, żeby ją bliżej poznać (bez oceniania!), okazuje się, że lęk, smutek czy żal przestaje nam tak bardzo dokuczać - okazaliśmy sobie wreszcie sami zrozumienie, akceptację. Emocje przestają być wrogiem, stają się Twoją nieodłączną, potrzebną i wartościową częścią. Wiem, że to się łatwo pisze. Wydaje mi się jednak, że masz w sobie wiele motywacji do samopoznania i że doceniasz wartość autentycznych uczuć, chociaż czasem nie są łatwe, więc napewno jesteś na dobrej drodze. Pozdrawiam ciepło.
  4. Hej. Piszesz, że trudne do przyjęcia emocje i uczucia (jak lęk czy tęsknota) mocno utrudniają Ci życie. Mam wrażenie, że próbując się dostosować do swoich "teoretycznych" przekonań o związku niechcący dokładasz sobie jeszcze więcej... Piszesz, że w pamiętniku oceniasz własne zachowania. Jeżeli polega to na uważnej obserwacji - co i w jaki sposób robisz ze swoim czasem, to myślę, że to fajna sprawa, która pomaga osiągnąć lepszy wgląd w siebie. Natomiast jeśli tej obserwacji towarzyszy surowa samoocena (czy np. zachowałaś się "mądrze" czy "głupio", "źle" czy "dobrze" itd.), to zamiast pomagać będzie Ci to jedynie dodawać tego toksycznego przekonania, że coś z Tobą jest nie tak, że jesteś zagubiona itp. Jeśi chcesz, możesz spróbować poobserwować siebie właśnie w nieoceniający, bardzo wyrozumiały i życzliwy sposób: jesteś w bardzo bliskiej relacji z kimś, kto od pewnego czasu (z niezależnych powodów) nie poświęca Ci tyke uwagi i czasu, co dawniej. Reagowanie lękiem, smutkiem czy tęsknotą w takiej sytuacji to zupełnie normalny, naturalny odruch. Nie ma sensu próbować "ujarzmić" swojej emocjonalnej strony czy "tłumaczyć" swoim uczuciom, że są nieodpoweidnie, bo jedyne co możemy wtedy osiągnąć, to stracić z nimi kontakt. Może więc zamiast stawiać sobie kolejne wymagania, dodawać kolejne zasady warto spojrzeć na siebie trochę łagodniej, pozwolić sobie wyrazić co czujesz. Myślę, że psycholog to dobry pomysł, ale czy rozmawiałaś na ten temat z partnerem?
  5. Cześć. Myślę, że na tym etapie wytłumaczenie co oznacza takie rozstanie (czy ile to np. jest 800 km) to dla małej zupełna abstrakcja. Być może wyjaśnienie, że czasem dalej będzie z tatą robić wspólnie różne rzeczy to tyle, ile dziecko będzie w stanie zrozumieć / przyjąć... O wiele ważniejsze wydaje mi się to, co wydarzy się potem - jak bardzo tata będzie zabiegał o utrzymanie tej więzi (choćby przez Skype'a czy przysyłając "namacalny" list z jakimś drobiazgiem) i jak często uda mu się przyjechać.
  6. Być może Twoja dziewczyna podziela popularne przekonanie, że miłość polega na odczuwaniu "chemii" i romantycznym uniesieniu w każdej chwili, kiedy jest się ze swoim partnerem... Nie ma tam wtedy za bardzo miejsca na gorsze dni, na prywatną przestrzeń czy na akceptację drugiej osoby taką jaka jest, łącznie z jej wadami i niedociągnięciami. A tak żyć się przecież nie da. Czytając to, co napisałeś odniosłem wrażenie, że kiedy czekała na ciebie (z kieliszkiem wina) przeżyła rozczarowanie, z którym ciężko bylo jej sobie poradzić... Trochę tak, jakby jej racjonalna strona była w stanie zrozumieć, że nie możesz być 24/7 na każde zawołanie i wtedy akurat faktycznie nie mogłeś, natomiast ta druga, emocjonalna strona doznała silnego zranienia - bo nie było Cię wtedy, kiedy byłeś potrzebny. Możliwe, że właśnie przed podobnymi trudnymi momentami jak tamten próbuje się teraz uchronić, izolując się od Ciebie. Oczywiście, możemy sobie pogdybać, bo piszemy o trzeciej, nieobecnej tu osobie, która jako jedyna wie co faktycznie czuje i myśli w tym momencie. Może więc skupmy się na Tobie - czy jesteś w stanie dać jej teraz ten czas i przestrzeń o którą prosi? Piszesz, że "nie wierzysz" w jej potrzebę izolacji, bo wcześniej czuła się przy Tobie dobrze. Zadział się przecież ten ważny moment bliskości, kiedy czułeś, że dajesz jej coś, czego bardzo potrzebuje. Bycie potrzebnym i kochanym to coś, z czego trudno zrezygnować, prawda? Nie jest łatwo przejść nad takim momentem do kolejnego, teraźniejszego, w którym nie ma już tej bliskości ani współzależności, kiedy nie jesteś już potrzebny i nie czuć już bardzo ulotnej "chemii". Skoro jednak ta osoba nadal postrzega relacje w takich kategoriach i, jak sama mówi, potrzebuje czasu żeby to u siebie uporządkować (dojrzeć?), to myślę, że bardzo trudno może być Ci teraz próbować dostosować się do jej trochę nierealnych oczekiwań, czy też próbować zatrzymać ją na siłę przy sobie przekonując, że właśnie tego potrzebuje... Co o tym myslisz?
  7. Hej. Myślę, że nie namawiając tego mężczyzny teraz i nie "walcząc" o niego dasz mu okazję, do podjęcia samodzielnej, ważnej decyzji. Rozumiem, że myśl o rozpadzie Waszego związku jest trudna i że ciężko przyjąć taką perspektywę bez walki... Z drugiej strony - jeśli zaciekle walcząc przeciągniesz go w końcu na swoją stronę, to nie załatwi to raczej sprawy tych wątpliwości, które ostatnio w sobie nosi. Myślę, że świadomość, że żyjesz z osobą, która nie do końca przekonana jest że robi dobrze będąc z Tobą może być na dłuższą metę tak samo trudna i raniąca jak rozstanie. Czy się z tym zgodzisz? Może warto więc przedstawić mu sprawę jasno - pokazać, jak bardzo Ci zależy, jednocześnie pozostawić mu wolną rękę, pozwolić podjąć tę decyzję samodzielnie?
  8. Hej. To co napisałaś o sobie sprawia (na mnie) wrażenie osoby dotkniętej ciągłym cierpieniem, a głównym źródłem tego cierpienia wydają się być Twoje myśli i poczucie bezsilności. Zdobyłaś się na to, żeby otworzyć się i podzielić tym co czujesz. To odważny krok i zastanawiam się, jak czujesz się teraz, po podzieleniu się tym z innymi? Piszesz, że próbowałaś wmawiać sobie, że wszystko jest OK. Najczęściej, kiedy próbujemy sobie wmówić, że problemu nie ma, to tak naprawdę dokładamy sobie więcej problemów, bo przecież wyraźnie czujemy, że coś jest nie tak, rośnie więc w nas uczucie niepokoju. To, co chcielibyśmy widzieć i słyszeć nie pokrywa się z tym, co czujemy. Jeżeli chcesz, możesz spróbować pójsć w drugą stronę - zaobserwować co właściwie czujesz? Kiedy nawiedza Cię stan depresyjny - co się wtedy z Tobą dzieje? Czy potrafiłabyś np. umiejscowić w ciele te wszystkie niefajne uczucia, które się pojawiają? Jaki jest wtedy Twój oddech - szybki i płytki, czy powolny i głęboki? Czy udałoby Ci się wychwycić i zapisać na kartce papieru, co dokładnie mówią wtedy Twoje myśli?
  9. Hej. Gdybyś wtedy dosiadła się do wszystkich, jak myślisz - jak potoczyłaby się dalej sytuacja?
  10. Piszesz, że próbujesz "zwalczać" w sobie trudne odczucia (jak obrzydzenie), co jednak nie pomaga... Zauważ, że często kiedy próbujemy "zwalczyć" w sobie jakieś uczucie czy "wytłumaczyć" sobie że jest nieodpowiednie czy złe, to właściwie staje się ono dla nas jeszcze trudniejsze, jeszcze więcej energii i czasu nas kosztuje. Możemy spróbować popatrzeć na takie trudne emocje trochę inaczej - nie jak na właściwe / niewłaściwe, dobre / złe, ale jak na naturalne, autentyczne; możemy pozwolić im po prostu być. Wtedy dopiero możemy przyjrzeć im się z bliska i zobaczyć skąd się biorą i co nam mówią. Obrzydzenie, które odczuwasz nie jest Twoim wrogiem (chyba, że zrobisz z niego wroga); jest tylko częścią Twojej psychiki, która w ten sposób coś próbuje powiedzieć. Kiedy następnym razem je poczujesz, zamiast wdawać się w szarpaninę z samą sobą możesz spróbować uważnie je obserwować - w jaki sposób je odczuwasz? Czy potrafiłabyś zlokalizować je we własnym ciele? Z jaką konkretną myślą czy obrazem się wiąże? Jakimi myślami czy słowami próbujesz się przed nim bronić? Itd. Zamiast walczyć możemy spróbować je oswoić. Co o tym myślisz? Czy bycie w bliskim związku z chłopakiem to coś, czego rzeczywiście pragniesz i potrzebujesz (pomimo doświadczanego obrzydzenia), czy tylko uważasz to za potrzebne i normalne, mając na ten temat własne, ustalone przekonania?
  11. Czy masz czasem myśli w rodzaju "nie chciałabym, żeby mój związek wyglądał podobnie"? Jakie jest to obrzydzenie, o którym piszesz? Czy wiąże się z fizyczną bliskością chłopaka, jego dotykiem, wyglądem, zapachem itd., czy raczej chodzi o niechęć przed emocjonalnym otwarciem się, psychicznym uzależnieniem od drugiej osoby?
  12. Hej. Czy pamiętasz, żeby w Twojej rodzinie dochodziło do przemocy lub czy byłaś kiedyś mimowolnym świadkiem czyichś kontaktów seksualnych?
  13. Często, kiedy próbujemy komuś w jego smutku czy rozpaczy pomóc, zaczynamy tłumaczyć, racjonalizować i w dobrej wierze, całkiem niechcący, oddalamy się tak naprawdę od tego, co dana osoba w tym momencie przeżywa, nie dajemy jej tym samym przyzwolenia na bycie smutnym czy na czucie się źle. Jeżeli chcesz, możesz spróbować czegoś trochę innego - kiedy następnym razem syn będzie mówił o swoim smutku i niechęci do samego siebie, zamiast tłumaczyć możesz po prostu przy nim być, uważnie go słuchać. Możesz zadawać mu nieoceniające pytania - jak to jest czuć się w ten sposób? Czy czuje te trudne emocje gdzieś w ciele, np. w brzuchu lub w głowie? Okazuje się, że kiedy ktoś nas tak uważnie wysłucha, pobędzie trochę z tym naszym ogromnym smutkiem i pozwoli nam go po prostu przeżyć, te trudne emocje wreszcie znajdują drogę ujścia, nie piętrzą się w środku. Jasne, nie oznacza to cudownej zmiany na lepsze, ale bardzo prawdopodobne jest, że poczujemy się ze sobą chociaż trochę lepiej. Oto obok jest ktoś, kto akceptuje nas w całości, nie próbuje naprawić, trwa przy nas i zależy mu na nas takich, jakimi jesteśmy. Wiem, że jako rodzicowi, patrząc z drugiej strony, bardzo trudno jest nam powstrzymać się w takim momencie od udzielania dobrych rad i przekonywania że jest inaczej. Ale naprawę warto spróbować. Pozdrawiam
  14. Hej. Mogę tylko zgadywać, bo to Ty znasz siebie najlepiej - wszyscy próbujemy w jakiś sposób albo odrzucić od siebie, albo oswoić lęk przed śmiercią. Kiedy go odrzucamy możemy np. próbować zdobyć sławę, "zasłużyć" się dla ludzkości, zachować po sobie tzw. pamięć i w ten sposób "oszukać" nieuniknioną śmierć. Kiedy próbujemy ją z kolei oswoić możemy tak jak Ty - próbować zbliżyć się do niej tak bardzo, jak się tylko da, przyjrzeć się jej, dotknąć, poznać. Co do czynników, które to wywołują, myślę, że może ich być wiele. Na pewno wcześniejsze doświadczenia, czy budowane z wiekiem wyobrażenie o tym jak wygląda umieranie mogą być ważne.
  15. Nasze wnioski, opinie i stanowiska to dalej tylko domena intelektu. Chcielibyśmy bardzo dojść do ostatecznej odpowiedzi i zawrzeć ją w słowach czy koncepcjach, odnieść do swojego konstruowanego latami "ja", ale bezpośrednie doświadczenie istnienia wychodzi daleko poza możliwości tak pojętego intelektu. Więc zniekształcamy to doświadczenie po swojemu, urabiamy tak, żeby dało się przetrawić mentalnie. Intelekt działa w oparciu o myśl, myśl to tylko blade odbicie jakiegoś fragmentu naszego wcześeniejszego doświadczenia bytu. Kiedy doświadczamy natłoku myśli, sprzecznych głosów i opinii w swoim umyśle możemy albo wejść w ten kociokwik, próbować znaleźć "intelektualną" odpowiedź na ten chaos (na końcu reagując rezygnacją albo obronnie - cynizmem czy histerycznym śmiechem) albo po prostu zrobić krok w tył i zauważyć, w nieoceniający sposób, ten natłok. Bez angażowania się w dodawanie własnego, świadomego komentarza. Wiem, że nie jest łatwo pozostać na tyle uważnym w takiej chwili. Czasem się udaje, czasem nie. To, co zyskujemy, to wiekszy dystans do swoich (i cudzych) myśli, wiecej miejsca na te wszystkie sprzeczne, domagające się naszej uwagi, natrętne emocje. Cena jaką płacimy to rezygnacja z hodowania własnego ego, pozbycie się tej sztucznej podstawki, która z jednej strony wydaje się potrzebna, bo daje nam wrażenie stabilności i oparcia, z drugiej jest bardzo chwiejna, krucha i angażuje bardzo dużo naszej uwagi i czasu tylko po to, żeby ją chronić.