Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Kriss

Użytkownicy
  • Ilość dodanej zawartości

    2610
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

67 Wzorowa reputacja

11 obserwujących

O Kriss

  • Ranga
    Uzależniony

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta
  1. Kriss

    Zawalona obowiązkami, olewająca szkołę...

    E tam. U kogo jest tak, że po pracy wraca do domu i sprząta PO WSZYSTKICH domownikach, wtedy kiedy ONI tego chcą, gotuje dla wszystkich, zmywa po wszystkich, pomaga w lekcjach dziecku, a na siebie nie ma czasu? Dlaczego mam wrażenie, że gdyby to napisała dorosła kobieta, to byście napisali "łooo, dałaś się stłamsić, tupnij nogą!", ale jak to pisze 17 czy 18-latka, to "takie jest dorosłe życie"? Ja jestem dorosła i moje takie nie jest. Twoje, Koleś, też takie nie jest, że po pracy zasuwasz dzień w dzień za wszystkich domowników, którzy sobie bimbają i którym do tego słowa nie możesz powiedzieć.
  2. Kriss

    Niskie poczucie własnej wartości

    Kociak, ale jak my Ci możemy pomóc... Jak dla mnie to zachowanie Twojej mamy ma nie tyle związek z Tobą, co po prostu z nią - wyżywa się. Pewnie jakbyś dostawała dobre oceny to znalazłby się inny powód, a jeśli nie to inny kozioł ofiarny. Nie mam pojęcia, czy wyżywa się, bo sama ma jakieś psychiczne problemy, czy jest po prostu sfrustrowana, czy może odbija sobie problemy z Twoim tatą albo z kimś innym. Jak najszybciej wiej stamtąd, przemęcz się rok i uciekaj np. na studia możliwie daleko od domu. A tak na marginesie - bardzo ładny avatar.
  3. Kriss

    Gen zdrady

    Gen zdrady... Jak się nie ma pomysłu, jak coś wyjaśnić, to się zaczyna mówić o genach. Kwestia temperamentu dla mnie raczej, zaspokojenia potrzeb, dobrania się odpowiedniego - to ostatnie chyba najwazniejsze, bo jeśli ja mam całkiem inne potrzeby niż mój partner/ka, to jakbyśmy się nie starali, jedna strona (albo obie) będzie nieszczęśliwa. Mnie tylko wkurza, że tak wiele osób uważa, że jeśli chce się poflirtować/przespać/cokolwiek z inną osobą, to można tylko ALBO rozstać się, ALBO zdradzić, jakby nie można było o swoich potrzebach, pragnieniach najpierw zwyczajnie powiedzieć. No, niektórym nie można. Ale, cholera, ja jestem taką naiwną idealistką, że dla mnie jedną z najwazniejszych rzeczy jest ta możność powiedzenia wszystkiego. Nie muszę mówić o wszystkim, ale jak chcę to mogę, a on się nie wścieknie (no, ewentualnie na krótko ^^ ), nie rzuci mnie z marszu, nie pobije mnie, ble ble ble. Mam wrażenie, że ludzie sobie sami komplikują życie.
  4. Kriss

    Zdrada z sasiadka

    My też nie wiemy, czy dobrze zrobiłaś, jesli wiemy tylko tyle, że z sąsiadką. Czym było to spowodowane? Nudą, czy był jakiś problem w związku? Czy rozwiązaliście ten problem? Czy on kłamał, czy przyznał się do zdrady? Co Ciebie umotywowało do takiej a nie innej decyzji - fakt, że jednak ufasz swojemu facetowi, pomimo zdrady, czy może bo dziecko, bo mieszkanie, bo coś tam... Czy zakładasz, że więcej Cię nie zdradzi, czy masz to w nosie? Jak Wam się teraz układa, etc etc etc...
  5. Pierwsze wrażenie po przeczytaniu postu: "Wszyscy są frajerzy tylko ja jestem kozak, moja dziewczyna to zdobycz, której bronię na*ierdalając po ryjach ewentualną konkurencję tudzież drapiąc im samochody". Może gdybyś nie próbował każdego problemu rozwiązać siłą zamiast pomyślunkiem, Twoja dziewczyna nie traktowałaby Cię jak niedorozwiniętego, a gdybyś nie traktował jej jak swojej własności grożąc pobiciem facetowi, z którym kiedyś pewnie coś ją łączyło albo który się koło niej pojawi, nie zamykał jej w klatce zakazując wychodzić, kiedy Ty, pan i władca, akurat nie możesz jej towarzyszyć, nie nazywał jej koleżanek zdzirami, to by Cię nie okłamywała. Pewnie gdybyś 1/4 tego wysiłku, który angażujesz w pokazanie jaki to z Ciebie nie macho, zaangażował, żeby pokazać, że Ci na niej zależy, kochasz ją, ufasz jej, rozmawiał z nią, poznawał i szanował, to nie miałbyś się czego obawiać i miałbyś udany związek. I na koniec - szczerość nie należy się z automatu, bo jesteśmy ze sobą. Gdybym ja bała się, że jak powiem prawdę, to mój facet poleci i kogoś pobije, albo/i mnie zbluzga od ostatnich, to bym kłamała jak z nut. Wróć - ja to bym w ogóle z kimś takim nie była. Nie mam pojęcia, czemu ona jest. Serio - idź, zajmij się najpierw sobą, bo masz chłopie konkretny problem z agresją i masz zerowe pojęcie o tym, jak powinien wyglądać zdrowy związek, to problem kłamstw rozwiąże się sam.
  6. Koleś, ale co Ty gadasz... Przecież mnie chodziło o to, żeby właśnie o nią dbał. Żeby się interesował jej życiem, tym co dla niej ważne, wspierał ją, zabierał gdzieś JĄ (bez tabuna znajomych) tam gdzie ona też ma ochotę iść (czyli nie na mecz, bo ja lubię, ale np. od czasu do czasu do galerii, bo ty lubisz), od czasu do czasu zrobił jakiś drobiazg, ot tak, bez żadnego innego powodu niż pokazanie, że się o niej myśli. Kobiety, które czują się zadbane przez faceta, których potrzeby są zaspokojone, bardzo rzadko w ogóle myślą o inny, bo i po co, ergo najlepszym sposobem zabezpieczenia swojego związku jest DBAĆ O NIEGO, tak po prostu. I nie piszcie mi tylko, że "kobiety lubią drani" etc, bo wiadomo, że te co lubią drani i lubią być pomiatane, a mimo to są z facetem, to mają mocno nie halo z psychiką i powinny się z tego leczyć.
  7. No ale z tym krzywdzeniem jest identycznie - "a co zrobiłeś, żeby Cię nie zdradzała, nie zostawiła, nie puściła kantem"? "No w sumie to nic." A związek to jest żywy twór, to nie ma tak, że jak z kimś jesteś i jest ok, to zawsze będziesz i będzie ok i już nic nie trzeba robić. Mówiąc siermiężnie jak z psem - kupisz sobie psa, ale jak o niego nie będziesz dbać to albo zdechnie w ogóle, albo na wpół zdziczeje i pewnie Cię pokąsa. Musisz go karmić, wyprowadzać na spacer, tresować, tworzyć z nim stałą więź, a jak zachoruje, dbać o niego. Nikt chyba nie myśli, że jak ma psa to już na zawsze i poza kupnem go nie musi się starać. To dlaczego tylu ludziom się wydaje, że jak mają kobietę/mężczyznę, to już go MAJĄ, jest ICH i praca skończona? No to bardzo ładnie, że robi coś jeszcze, ale w sumie co za różnica DLA ZWIĄZKU? Niech chodzi do pracy, ma aktywne hobby (które zabiera czas), spędza czas ze znajomymi i dzieli się z dziewczyną obowiązkami domowymi czyli coś tam w domu porobi. No i gdzie czas dla związku..? Nawet kiedy się ze sobą mieszka zostaje go jakby niewiele, szczególnie jeśli praca lub/i hobby, lub/i znajomi są absorbujący, bo poświęcenie godzinki na seks i wymianę paru zdań między umyciem jajek a spaniem to jakby ciut mało na dbanie o związek. I ja rozumiem, że praca jest wazna, znajomi są ważni i hobby jest ważne, coś tam jeszcze jest ważne (pies, kot, rodzina, you name it), ale jeśli w tym wszystkim ginie związek albo jest na którymś tam dopiero miejscu, to jakby wychodzi na to, że na ten związek się nie ma czasu. Ponownie - jak z psem. Nie można powiedzieć psu "będziesz jadł, siusiał i robił kupę w ciągu 5 min raz dziennie, bo ja na więcej nie mam czasu", bo to temu psu fizycznie po prostu nie wystarczy. Pewnie dość prędko obsra dywanik, zeżre panu kolację z szafki, a przez samotność pogryzie i podrapie meble. PS. Tak mi się coś przypomniało. Moja stara przyjaciółka parę lat temu miała tak ostro zawalony grafik, ale mimo to zaczęła spotykać się z jakimś facetem. Wszystko im się pięknie układało, on chciał, ona chciała, pasują do siebie bomba, dopóki mu nie wypaliła, że ona ma dla niego czas w soboty od bodajże 16:00 do 23:00. Facet na szczęście z marszu jej spokojnie, ale zdecydowanie powiedział, że skoro tak, to nic z tego nie będzie, bo ona po prostu na chwilę obecną nie ma czasu, na co ona wypaliła na dokładkę - "ale przecież tak będzie tylko jeszcze 2 lata, póki nie skończę studiów...". I serio nie mogła zrozumieć, czemu on nie chce z nią być, skoro ona tak się starała wykroić czas na związek. ^^' Dla mnie to akurat totalnie nie jest dziwne, bo ja miałam bardzo podobnie z moim pierwszym poważnym facetem. Ja chodziłam do liceum, on 5 lat starszy pracował, miał swoje towarzystwo bardziej dopasowane wiekowo i o ile ja jego znajomych znałam i chciałam się dogadać, chodziłam z nim na jego imprezy, o tyle on na moje ani myślał, bo nie. Bo on czas wolał poświęcać swoim znajomym i na poznawanie moich to już go nie miał, chyba że jakimś cudem całkiem przy okazji. Raz się o to tak pokłóciliśmy (jak już ogarnęłam, że to nie jest taka faza przejściowa i on W OGÓLE ani myśli nigdzie ZE MNĄ iść, tylko zawsze ja muszę Z NIM, ewentualnie osobno), że się na jakiś czas rozstaliśmy. W końcu się zeszliśmy, a ja zrezygnowałam z prób zaangażowania go jakoś w ludzi, którzy są DLA MNIE ważni, bo głową muru nie przebiję, a zależało mi na nim bardziej niż na facecie, z którym bym mogła chodzić na imprezy koleżanek. No ale to było jednak przykre. To marnie - zatruć komuś życie tak bardzo, żeby miał dość wszystkiego i sam zerwał..? Niby możliwe, ale to facet ma jakieś problemy ze sobą ewidentnie. Też o tym pomyślałam, ale mówiąc szczerze ja nie czaję logiki takich rozwiązań. Ja mam kochanka, mój facet kochankę, ale jesteśmy razem. Na cholerę. Rozumiem jeszcze jakby mieli po 60 lat, wspólny dom, podział majątku wywołuje zimne poty, w perspektywie kłótnię o serwis po mamusi, obraz po tatusiu, kto bierze psa... No ale relatywnie młodych ludzi (tak przed 40-tką) to ja nie rozumiem. Ok, w tym miejscu się pogubiłam, bo dla mnie wyboldowana część kłóci się logicznie z niewyboldowaną. ALBO zaczyna się romans, żeby wzbudzić w facecie zazdrość - potrząsnąć nim, ALBO bo się zakochała i jej na gościu zależy. Może w tym momencie ja jestem dziwna, ale nie rozumiem, jak można jedno i drugie, bo skoro KOCHA OBU, zależy jej na obu, chce być z jednym i z drugim, to nie może jednego zwyczajnie wykorzystywać do potrząśnięcia pierwszym i wzbudzenia w nim zazdrości. Pomijam już tu fakt, że jak się to rozgrywa w taki sposób to owszem, facet może się zmienić, może zacząć walczyć, ale po pierwsze póki czuje się zagrożony (a nie na stałe, a chyba chodzi o zmiane na stałe), a po drugie facet nie tyle walczy bo mu zależy na kobiecie, ile zwyczajnie samczo broni swojego terytorium przed innym samcem. On tę dziewczynę dalej może mieć w tyle jak ma, a stara się tylko po to, żeby przepłoszyć tamtego. Ja bym tak nie chciała. Niech się stara dla mnie, albo wcale się nie stara. Nie dla swojego ego.
  8. A dlaczego nie napisałeś "zastanówmy się, co zrobiliśmy, że zostaliśmy skrzywdzeni"..? Po pierwsze jeśli ten "skok w bok" to było o mnie, to ja sobie wypraszam. To nie były żadne "skoki" tylko kilkuletnie związki. Po drugie czym się różni wzajemna wyrozumaiłość od układu działającego w obie strony? Po trzecie moje relacje chyba się jednak ciut różnią od relacji Twoich znajomych, bo ja nie bardzo wiem, o co chodzi z "różnymi konfiguracjami, co się nie zawsze dobrze kończą". Słuchajcie, ja się wyrażam bardzo precyzyjnie. Kiedy chcę napisać, że miałam romans piszę "romans" albo "miałam kochanka/ę", kiedy chcę napisać, że byłam w związku, to piszę, że byłam w związku. Akurat tu rozmawiamy o kilku równorzędnych, równie istotnych ZWIĄZKACH. Nie skokach w bok, nie przygodach, nie romansach. Związkach. Tego się może trzymajmy. ;-) Oczywiście, wina leży po dwóch stronach, bo w modelowej reakcji powinna mu powiedzieć coś raz, góra dwa (absolutnie nie trzy), a jak nie posłucha, to kopnąć w dupę, aż by chlapło. Czy to tylko moje wrażenie, czy jest trochę tak, że jak dziewczyna (albo facet) jest cierpliwa, wyrozumiała, stara się walczyć o związek to piszecie "łooo, sama jesteś sobie winna", a jeśli nie jest cierpliwa, wyrozumiała i nie ma ochoty szczególnie walczyć, tylko mówi raz a jak nie posłucha, to nara, to piszecie "łooo, nie postarałaś się, mogłaś spróbować tak, siak, owak"?
  9. No pewnie, że można. Ta - jak ją nazywacie - kalkulacja wzięła się naszych niekoniecznie najmądrzejszych dla wszystkich wzorców społecznych, które mówią "można kochać* tylko jedną osobę". No i fajnie, tylko uczuć się nie kontroluje, więc co kiedy się jednak już zakochamy w drugiej osobie, chociaż wszystko nam mówi, że ciągle kochamy pierwszą? Zaczyna się kalkulacja, bo przecież TRZEBA się zdecydować. Moi rodzice jeśli chodzi o wzorzec klasycznego związku byli beznadziejni, ale na pewno świetnie mnie nauczyli, że jeśli do tego, żeby być maksymalnie szczęśliwą, trzeba nagiąć albo złamać parę społecznych zasad, to warto to zrobić, bo siebie samego się nie oszuka. Zarówno mama jak i tata mogli mieć "normalne" związki, ale zamiast tego przez prawie 30 lat woleli być ze sobą, mieszkać w dwóch różnych krajach i co rusz do siebie jeździć 600km. Nikt kompletnie ich nie rozumiał, nawet czasem ja, ale oni właśnie wtedy byli najszczęśliwsi. Dlatego kiedy poznałam kobietę, w której się zakochałam, to chociaż od 3 lat byłam już w udanym związku, to zamiast z automatu KALKULOWAĆ i wybierać, po prostu powiedziałam mojemu partnerowi co czuję. Że nie chcę sie z nim rozstawać, ale na niej też mi zależy i nie mogę się tego wyprzeć. Na szczęście ja trafiłam na wyrozumiałego faceta, który zamiast się unieść męskim ego, że nie ma mojego zainteresowania na własność zrozumiał mnie i zaakceptował. Kobieta też od początku oczywiście wiedziała jak wygląda sytuacja. Więc miałam dwa oficjalne związki. Nikogo nie oszukałam, nikogo nie zdradziłam, po prostu zależało mi na dwóch osobach. Więc macie rację co do tej kalkulacji, tylko kwestia jest - z czego ta kalkulacja wynika. Nie z wyrachowania, a z konieczności, bo nie każdy ma wyrozumiałego partnera, któremu można powiedzieć "zakochałam się w", a on nie wścieknie się i nie zerwie, tylko spokojnie porozmawia, co dalej. PS. A tak w ogóle witam wszystkich po dłuższej przerwie. ^^ Dobrze napisane - teoria. Najpopularniejszą reakcją jest chyba "jest odzew, ale na krótko" i co wtedy? Repeta - jest dialog na ten temat, jest odzew i znowu na krótko. Inną jest odbicie piłeczki - jest odzew ale na zasadzie "bo ty mnie nie rozumiesz! bo ja to robię dlatego i dlatego! to twoja wina!" i nagle się okazuje, że z pozycji osoby, która przychodzi z problemem do rozwiązania, spadamy do pozycji atakowanego, który musi się bronić i kajać, że jest taki podły i śmie miec pretensje. Inną opcja jest szantaż emocjonalny (wbrew pozorom sprawnie przeprowadzony szantaż emocjonalny, do tego przez osobę, której ufamy, na której nam zależy, wcale nie jest taki łatwy do wykrycia, widać go dopiero z boku), jeszcze inną jest pozór ugodowości - "dobrze, zmienię się, tylko daj mi trochę czasu", albo branie pod włos - "wiesz, rozumiem cię, ale jestem w takiej ciężkiej sytuacji, jest mi tak źle, ble ble ble, tylko na ciebie mogę liczyć". I tak dalej i tak dalej. I mówiąc szczerze z mojego osobistego doświadczenia i obserwacji, te opcje są dużo częstsze niż oczekiwana zmiana zachowania. Więc tyle w kwestii teorii. ;-) *kochać oczywiście tak jak partnera, więc nie piszcie mi, ładnie proszę, że można kochać mamę, przyjaciela, psa ;-)
  10. Kriss

    Jak się dziś czujesz ???

    Miałam dobrego kolegę. Miałam. Miałam. I już nie mam. Coraz częściej mam wrażenie, że już jestem w "tym wieku", kiedy się ludzie wykruszają...
  11. Kriss

    Zlot Torun 26-28 sierpnia 2011

    Myślę, że problem z pokojami sam się rozwiąże, bo jest poważna szansa, że mnie niestety nie będzie... Cholernie mi przykro, bo cieszyłam się na ten zlot, ale mam pewien problem rodzinny, który chyba się nie zdąży rozwiązać na czas. Gdyby był jakiś problem z zamianą pokoi podeślijcie mi numer konta i kwotę jaką mam wpłacić. I pstryknijcie dużo zdjęć, w ten sposób będę się trochę czuła jakbym tam z Wami była.
  12. Kriss

    Mysli samobojcze..pomocy.............

    Czy ktoś, kto widział wpisy aktualnie zedytowane mógłby streścić, co w nich było?
  13. Kriss

    Świat Zimbardo

    Swego czasu Lew Starowicz chciał resocjalizować gwałcicieli/pedofilów (niepotrzebne skreślić, nie pamiętam) prostytutkami sprowadzanymi co jakiś czas do więzień.
  14. Kriss

    Kryzys w związku

    Ray, wybacz, ale ciężko mi zrozumieć Twoje posty... W pierwszym poście pisałeś: Dla mnie to znaczy, że to zakochanie jest dość marne, skoro facet dba o mnie jak może, a ja chcę z nim zrywać, bo trochę przytył... Zresztą, wiesz... ja jestem autokratką; lubię, żeby było po mojemu, ale kazać facetowi się odchudzać, bo jak nie to narta nie mieści się w moich granicach tego, co wolno w związku. Nawet mnie. Analogicznie z łańcuszkiem - rozumiem, że mogło jej brakować JAKIEGOŚ prezentu, bo upominki znaczą też "pamiętam o Tobie", ale halo, kryzysy finansowe są normalne i normalne jest to, że facet nie będzie wtedy myśleć o kupowaniu mi łańcuszków, bo ma poważniejsze problemy i wydatki na głowie niż świecidełka. Mam być szczera? Ty wydajesz się trochę pantoflem, a ona to wykorzystuje całą gębą.
  15. Kriss

    Haba baba :D

    Teraz pewnie wyjdę na durnia, ale ja nie czaję, o co chodzi w tych filmikach - gość gada "haba baba", a ludzie go próbują zrozumieć, ale poza tym NIC się nie dzieje. Ani nie udają, że zrozumieli (co by było zabawne ), ani nie zakładają, że jest nieangielskojęzycznym obcokrajowcem i nie zaczęli sami mu gadać głupot, ani (na większości filmików) się jakoś malowniczo nie wściekają... Zbyt subtelne dla mnie
×