Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

Leaderboard


Popular Content

Showing most liked content since 23.09.2017 in all areas

  1. 1 like
    No, przyznam, że te porady są dość interesujące i przydatne Jestem pewien, że z nich skorzystam
  2. 1 like
    Cześć. Na wstępie chciałem napisać, że jest to mój pierwszy post na tym i cieszę się, że w końcu was odnalazłem. Wielu z was pewnie zastanawia się o co chodzi w tym temacie. Abdl( Adult Baby, Diaper Lover) jest to fetysz związany z tworzeniem własnego świata w którym Osoba ze zwykłego człowieka przmeienia się w dziecko, które beztrosko bawi się zabawkami, ssie smoczki, pije z butelki, a nawet nosi pieluchy. Jestem jednym z tych przypadków. Jest to pewnien styl życia który preferuje, bo po prostu dobrze się czuje takim jakim jestem, ale społeczeństwo uważa coś takiego za niedopuszczalne. Aktualnie Żadna osoba fizyczna nie zna moich zainteresowań, jedynie osoby wirtualne. W gruncie rzeczy wszystko fajnie, ale zastanawiam się dlaczego wielu z ludzi przejawia takie zachowania, czyli ogólnie co ma wpływ na budowanie takiego 'problemu psychicznego' Zapraszam do dyskusji i liczę na konstruktywne wypowiedzi.
  3. 1 like
    Cześć wszystkim. Tak jak napisałem w tytule, mam problem z przyjacielem. Choć nie wiem, czy mogę go tak nazywać. Otóż jestem teraz w technikum, w klasie maturalnej. Przez pierwsze dwa lata znajomości, czyli od 1. klasy, nie utrzymywałem z nim większego kontaktu. Byliśmy "na cześć", czasami trochę pogadaliśmy. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy wyjechaliśmy razem na ponad dwa tygodnie praktyk. Dzieliliśmy razem pokój, toteż więcej zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że pomimo naszych sprzecznych charakterów, dogadywaliśmy się rewelacyjnie. Ja byłem tym złym, który w razie potrzeby był bezlitośnie szczery i bardzo często wredny, natomiast on był tą ostoją. Wielokrotnie, kiedy na zewnątrz zgrywałem dupka i bezuczuciowego frajera, wewnątrz mnie rozrywało. Wieczorami, podczas tych praktyk, wiele rozmawialiśmy. Zaufałem mu i myślę, że on mi również. Opowiedziałem mu o swoim okropnie nieszczęśliwym dzieciństwie. On też powiedział mi coś o sobie. Jak już pisałem, dogadywaliśmy się prawie we wszystkim. Po powrocie do szkoły, kontakt się utrzymał. Bardzo dużo rozmawialiśmy w szkole, a potem w domu, na facebooku, potrafiliśmy pisać do drugiej w nocy. Co było całkiem śmieszne, bo czasami wysyłaliśmy sobie tylko emotikony. Potrafiłem o 7 rano w sobotę pojechać do niego do domu, tylko dlatego, że mnie o to poprosił, twierdząc, iż to ważna sprawa. Jak się okazało, zerwała z nim dziewczyna. Kiedy patrzyłem jak płakał, dosłownie, łzy płynęły jak strumień wody, sam się popłakałem. Po tym wydarzeniu jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliśmy. Mógłbym śmiało stwierdzić, że w tamtej chwili mojego życia, był dla mnie jedną z najważniejszych osób. Wszystko zaczęło się jednak zmieniać, gdy zaczęliśmy grać w grę komputerową. Wiem, że to zabawne i trochę żałosne, ale tak było. Podczas wspólnych gier, zapraszaliśmy do siebie kolegę. Początkowo było bardzo fajnie, dużo się śmialiśmy. Jednak z biegiem czasu ja i, jak myślałem, mój przyjaciel, zaczęliśmy się od siebie oddalać. Więcej czasu zaczął spędzać z tym kolegą. Bawiły ich, i wciąż bawią, te same żarty, te same sytuacje. W obecności tego trzeciego kolegi, mój "przyjaciel" zachowuje się strasznie infantylnie, co bardzo mnie denerwuje. Mamy po 20 lat, a on jest jak dziecko. Dopiero kiedy jesteśmy sami, czuję się tak, jakbym odzyskał przyjaciela. Chociaż w jakimś niewielkim stopniu. Przez czas ostatnich wakacji wcale się do mnie nie odzywał. Kiedy rozmawialiśmy na TeamSpeak'u, całkowicie mnie ignorował. Nie sądziłem, że tak bardzo mnie to zaboli. Pod koniec sierpnia napisał do mnie. Wiedziałem, że zrobił to tylko dlatego, że bardzo niezręcznie byłoby spotkać się we wrześniu i po dwóch miesiącach milczenia, zwłaszcza kiedy nasze relacje były takie dobre, odezwać się tekstem w stylu "Cześć, co tam?". Spytałem mu się wtedy, czy się na mnie obraził. Czy zrobiłem coś nie tak, może w jakiś sposób go obraziłem. Był bardzo zdziwiony, twierdził, że nic nie zrobiłem. Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Nie wiem też, czego od Was oczekuję. Chyba po prostu musiałem to komuś napisać. Strata przyjaciela tak cholernie mnie boli, że naprawdę jest mi z tym coraz ciężej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że widzimy się w szkole. On żartuje, siada koło mnie, ale rzadko kiedy coś do mnie powie. Nie, kiedy jesteśmy w większej grupie osób. Najpierw myślałem, że może się mnie wstydzi. Obiektywnie oceniając, jest on przystojny, dlatego pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy, było to, że jestem dla niego powodem do wstydu. Potem jednak uświadomiłem sobie, że przecież ja też jestem całkiem przyjemnym dla oka chłopakiem (i nie chodzi tu o chwalenie się, czy coś. To po prostu moje odczucia). Nie rozumiem go, kompletnie nie rozumiem. Ma ktoś jakiś pomysł, jak to wszystko rozwiązać? Bo ja już tracę wiarę... i ochotę na wszystko.
  4. 1 like
    Masz rację w tym, co piszesz. Tak na prawdę z niczego zrobiłem sobie krzywdę. Muszę się pogodzić z samym sobą, zaakceptować to, jaki jestem. Coś we mnie pękło. Normalnie nikomu bym nie mówił o moich prywatnych problemach. Na pewno nie na forum psychologicznym. Ostatnio nie jestem sobą... Wszystko jakby się ze mnie wylało, z dnia na dzień. Jakoś muszę to sobie poukładać.. W poniedziałek mam wizytę u psychologa. Dziękuję za odzew, być może jeszcze tu zajrzę.
  5. 1 like
    Witam. Pierwszy raz zdecydowałam się napisać o swoim problemie, na takim forum. Może to też dlatego iż zwyczajnie się boję pójść do psychologa, co jest jednym z moich problemów. A mianowicie nigdy nie pójdę do psychologa sama. Boje się ludzi i strasznie się przy nich stresuje. Zazwyczaj rzadko wychodzę gdzieś sama. Będąc w tłocznym miejscu lub nawet mijając kogoś na chodniku od razu ciężej mi się oddycha ( czasami zdaża się że wstrzymuje oddech ), gardło i usta mi zasychają, często pochrząkuje i czasami czuje ucisk w klatce piersiowej. Ale mimo to udaję odważną, a jak przychodzi co do czego np, ktoś obcy spyta się o godzinę lub drogę to już zaczynam się trochę jąkać, źle składam zdania ( nie dokońca zrouzumiałe ), trzęsą mi się dłonie. Okropnie boje się opinii innych. Zawsze przed wyjściem z domu patrze w lustro i nigdy do końca sobie się nie podobam. Może też nie jestem jakąś puszysta ( to wiem ), ale mogłabym być chudsza. Mam dziwną figure i praktycznie większość rzeczy brzydko na mnie wygląda. Tak samo jest z makijażem. Nie lubię swojej twarzy, uważam że jest brzydka. Czasami patrząc w swoje odbicie płacze nad swoim wyglądem że nie mogę być ładniejsza i chudsza. Czuję się źle w swoim ciele oraz charakterze. Też bardzo nie lubię swojego charakteru. Jestem często nie zdecydowana, nadwrażliwa, potrafię być naprawdę zazdrosna ( ale przeważnie staram się trzymać tą zazdrość w sobie ), nie posiadam inteligencji jak przeciętny człowiek w moim wieku. Mam 18 lat, a mój poziom wiedzy jest naprawdę praktycznie na dnie. Jestem typem marzyciela i często bujam w obłokach, nie interesuje się polityką, sportem, historią, nawet muzyką, którą bardzo lubie. Lubie jej słuchać, a nie posiadam żadnej wiedzy. Posiadam bardzo mało wiedzy na jakikolwiek temat, dlatego czasami nie potrafię z ludźmi znaleść wspólnych tematów co mnie też stresuje i uważam się za gorszą bo nie potrafię się wypowiedzieć w danej dziedzinie do końca. Nawet jak próbuje zdobyć jakąś wiedze ona szybko wylatuje z mojej głowy. Wracając do dalszego problemu... Do 3 klasy gimnazjum byłam bardzo radosnym dzieckiem, odważnym, czasami się stresowałam ale próbowałam nie zwracać na to uwagi, czasami tylko popłakiwałam jak było już źle ale przeważnie byłam wielką optymistką. Nawet pomogłam koleżance wyjść z nieśmiałości, była mega cichą myszką, bała się wszystkiego gorzej niż ja teraz. Gdy mówiła coś publicznie to mówiła tak cicho że nie było jej słychać bo się krępowała. Teraz to koleżanka jest owiele bardziej odważna, niż ja. Od małego również miałam częste nerwobóle serca, do teraz mam, ale tylko jak się mocno zestresuje. Jak byłam mała potrafiłam też z wściekłości, by wyładować emocje np. Rzucać krzesłem plastkiowym, gryźć ołówki, długopisy, poduszki lub nawet własne ręce do momentu, kiedy mnie bardzo nie zabolało ( teraz też tak mam ale w mniejszym stopniu, ograniczam się do np. łamania ołówków ). Czasami czuję się jak histeryczka podaje za przykład moje kłótnie o byle co z mamą. Gdy już jest ostra kłótnia i już nie mam z danej sytuacji wyjścia ani nie mam siły i słów do dalszej dyskusji zaczynam cała dygotać, płacze, ledwo łapie powietrze, krzycze, czasami rzucam przedmiotami i piszcze nie chcą słuchać dalszych wywodów. Już od jakiś 2-3 lat mam złe samopoczucie. Jeszcze z rok temu plakałam o byle co, czasami też bez powodu. Teraz też płacze ale tak jakby, nie kiedy nie potrafie już nawet płakać, łzy nie chcą lecieć. Od ponad pół roku mam jakby znieczulice. Jak byłam dzieckiem też często miałam takie znieczulenie, na nie które emocje ale nie w takim stopniu ( mimo iż dostawałam dużo ciepła od rodziny ). Teraz moje emocje wyblakły. Jakby ich nie było. Taka pustka. Nie odczuwam bólu psychicznego, szczęścia, radości, smutku, współczucia, cierpienia. Nie wiem kiedy był ten przełom iż zaczełam spadać w dół. Kilka lat temu, gdy zmarła moja prababcia jeszcze płakałam na jej pogrzebie ale to chyba dlatego iż inni plakali i było mi ich żal w jakiś sposób. A teraz... Dwa lata temu zmarł mój dziadek. Byłam na pogrzebie jedyne co to miałam zaszklone oczy przez to iż inni dookoła płakali. Nie odczuwałam żalu ( te emocje oczuwałam jedynie podświadomie że niby powinnam to czuć), smutku, tęsknoty. Umarł to umarł. Taki los. Nawet mojej mamie nie współczułam. Tak samo jest z myślą że gdyby umarł mi ktoś bliski jak rodzice, to myśl o tym mnie nie przeraża. Jedyne co bym odczuła to że byli, a teraz ich nie ma. Tak samo nie odczuwam miłości do nich, ani do nikogo. Mam przyjaciółkę podświadomie wiem że ją kocham, tak samo rodziców, trzeba ich kochać i podświadomie o tym wiem. Ale jak mama mnie się pyta czy ją kocham wtedy odpowiadam że kocham ale bez większych emocji tylko po to by jej nie było przykro ( chodź bycie dobrym dla kogoś czasami też przychodzi mi z wielkim trudem). Jak podchodzi do mnie często i chce się przytulić lub wziąść całusa ( jak to mamy ) to odtrącam ją od siebie i krzywie się. Jakbym nie lubił takich czułości ( a ja bardzo lubię się przytulać, to są dwie sprzeczności) lub użalania się nademną. Jak już mam się do niej przytulić lub do taty to zrobie to czasami tak o... Po prostu. Bo akurat wtedy mam ochotę albo coś. Jeśli chodzi o miłość do jakiegoś chłopaka, zawsze gdy ktoś mi się podoba boje się z nim być by go nie zranić tym iż nie będę czuła tego że go kocham. Podświadomie mogę to wiedzieć, ale coś więcej chyba nawet nie potrafie. Nie wiem czy moje emocje z czasem jak dorastałam wyparowały czy tak mi się tylko wydaje... Czasami coś odczuwam z nie których emocji ( najbardziej strach ) ale bardzo rzadko. Czuję przeważnie pustkę. Czytając trochę w internecie wszystko kieruję że mam nerwice, ale też nie wiem czy wierzyć w te różne skutki itd. Jednym z przykładów nerwicy podobno jest powtarzanie jakiś czynności jak sprawdzanie 10 tysięcy razy czy się zamknęło drzwi, jakieś lęki przed czymś ( arachnofobia), zły stan zdrowotny. Wiele objawów wymienionych na danych stronach miałam. Ale może nie wiem czy w to wierzyć. Nie mam też zbytniej chęci do życia. Przyszłość mnie przeraża. To że będę musiała chodzić do urzędów, kontaktować się z ludźmi ( którzy nie zawsze są też mili ). Jak jeszcze rok temu bałam się iść na poczte, czasami nadal się boję. Gdy chcę czasami się czymś zająć np. Chciałam uczyć się Japońskiego, zaczełam, a po chwili stwierdziałam iż nie dam rady. Zaczynam uczyć się układu tanecznego, widzę się w lustrze jak tańczę i rezygnuje bo czuje że wygladma przy tym strasznie. Za cokolwiek się zabiorę nigdy nie kończę. Ciężko również mi się skupić na nauce. Co myślicie na ten temat? Powinnam wybrać się do psychologa czy tylko wyolbrzymiam ten problem? Może macie inne pomysły? Boje się że moją historię mogłam źle opisać i nie do końca mnie zrozumiecie. Wybaczcie za różnego rodzaju błędy.